..
moje sny nie dają mi spokoju.
śniła mi się koleżanka ze studiów, taka która od początku mi się spodobała, w tym śnie kochała mnie.. a świadomość, że mam G tkwiła tylko i wyłącznie gdzieś głeboko w mojej głowie i zupełnie mnie to nie obchodziło. Liczyła się tylko ona.
I nawet nie wiedziałam, że to sen. Zdałam sobie z tego sprawę dopiero jakieś dwie godziny po obudzeniu się (coraz gorzej ze mną).
najgorsze jest to, że tak naprawdę nie chodzi o to, że śnią mi się moje marzenia, tylko te uczucia ze snu wypełniają mnie tak no samej najgłębszej głębi i zaczynam wierzyć, że czegoś chce, jeżeli we śnie czuję się cudownie.
nie, nie chcę z nią :P
chcę, żeby mi było dobrze, tak dobrze jak w tym śnie.
..
bardzo bym chciała już mieszkać bez mojej matki, gdziekolwiek, tylko nie z nią, każda rozmowa z nią sprawia, że czuję się jakbym miała w głowie kamień zamiast mózgu. O.o
mam już dosyć. heh…
nie chcę już wracać do domu, ani tak naprawdę spotykać się z nikim, po prostu chcę spokoju, stuprocentowego.
dziś miałam się spotkać z G. ale od powiedział, że pracuje cały dzień. ta. wstał o 15. i dopiero pojechał do pracy. wkurwia mnie to jak nic innego. bo to pokazuje, że mu wcale nie zależy.
miałam też spotkać się z K. a że umówiłam się z moją koleżanką D, że do niej wpadnę, to pomyślałam, że ewentualnie K mogłaby tu dojechać. ale K zaspała i poszła do pracy na późniejszą godzinę. heh… więc już się z nią nie umawiałam.
mam pustkę w dołku. tak, to tam, gdzie zwykle umiejscawiają się niektóre z pozytywnych emocji. i negatywnych też.. tylko, że ta pustka.. jest po prostu kolejnym kamieniem.
taka już ciężka się czuję i trudno mi oddychać.
czuję, że potrzebuję się wypłakać, ale raczej nic z tego nie wyjdzie.
za bardzo się odcięłam.
ciekawe, co będzie jutro. (kolejny wolny dzień o którym nie wie moja matka, do tego powiem jej, że idę do pracy, w domu muszę być na 23, heh).
jednak pewne mój chłopak raczej nie znajdzie dla mnie czasu (jak zwykle).
whateva!
wracam do domu.
(dobrze chociaż, że mam sagę o Ludziach Lodu do czytania.)